|
-----BEGIN GEEK CODE BLOCK----- Version: 3.1 GCS/L/M/O d-(--) s+:->+: a34 C++ UL+++>++++$ P++>+++@ L+++(++++) E---- W++ N++(+++) o? K? w---@$ O? M-- V? PS---(+++) PE++ Y+ PGP+ t 5? X++ R>+ tv b++(+++) DI+ D++ G++>+++ e++ h--->---- r+++ y+++ ------END GEEK CODE BLOCK------ |
Zagadka w stylu: to nie powinno działać. W plikach konfiguracyjnych nie ma ustawionego routingu, router nie odpowiada na ICM Router Discovery, a mimo to routing (netstat -r) jest ustawiony. JAK? Gdzieś jeszcze domyślnie (oprócz /etc/defaultrouter) jest konfigurowane? in.rdisc odpytuje po DHCP? Ki czort?
Czy za niepodanie hasła właściwym organom idzie się już do paki? Czy może kolejny przeżytek prawny (podejrzany nie ma obowiązku dostarczania jakichkolwiek dowodów) został zlikwidowany aneskem do zbioru regulacji dotyczących handlu ziemniakami i pietruszką? Nie wiem, nie interesuję się, ale lepiej chyba się przygotować.
Po pierwsze: średnie i młode pokolenie lewicowych publicystów ma wysokie mniemanie o własnych możliwościach intelektualnych i cnotach moralnych. Ale niestety, ich wysoka samoocena niezbyt się potwierdza w konfrontacji z rzeczywistością. Sporo badań psychologicznych pokazuje, że zagrożony egotyzm jest często przyczyną wrogości i agresji, nawet takiej, która jest dość ryzykowna dla sprawcy. Atak lewicy na Rydzyka jest więc objawem jej wysokiej, ale niepewnej, niestabilnej samooceny.
Po drugie: wrogość wobec rywala jest tym większa, im bardziej ktoś wierzy, że dobra, o które walczy, są ograniczone, a rywalizacja jest grą o sumie zerowej: im więcej wygra mój rywal, tym więcej ja przegram. Żadnego dobra wspólnego nie ma. Jeśli tak, to każdy milion zebrany przez Rydzyka to milion zabrany opiekuńczemu państwu. Ale zwolennicy zero-jedynkowej wizji rywalizującego świata nie przyjmują do wiadomości tego, że rzeczywistość czasem znacząco odbiega od ich wyobrażeń.
Po trzecie: przynajmniej niektórzy krytycy Radia Maryja wierzą, że wspomaganie mediów Rydzyka musi wiązać się wyrzeczeniem, cierpieniem, "oddawaniem wdowiego grosza". Datki w ich rozumieniu muszą boleć. Przedsiębiorca, który codzienną pracą doszedł do sporych pieniędzy, cieszy się z tego i chce poprzeć Rydzykowe media - to się nie mieści w głowie polskiej lewicy. Ich wizja "mohera" to ktoś, który cierpi za miliony, z każdej strony jest osaczony przez wrogów, żyje w oblężonej twierdzy, nie może więc nikomu ufać, a "dziesięcinę" na radio płaci pod knutem.
Po czwarte: lewicowa mentalność nie akceptuje hasła "Alleluja i do przodu", nie wierzy w oddolne inicjatywy i obywatelskie ruchy, wierzy natomiast w centralne instytucje i kontrolę nad mediami. Mniej lub bardziej świadomie lewica nie ufa wyborom jednostki. Obawia się, że pozostawienie człowiekowi pełnej wolności wyboru tego, co robi, musi się źle skończyć. Stąd lewicowe postulaty ścisłej kontroli, ostrego karania za wypowiedzi pojawiające się na antenie. Tymczasem w kwestii społecznego zaangażowania jest tak, że sprawia ono więcej satysfakcji i daje lepsze efekty gdy jest spontaniczne.
Wrogość wobec Rydzyka i Radia Maryja nie jest więc jakimś incydentalnym wybrykiem. Jest wyrazem głęboko zakorzenionych charakterystyk psychologicznych lewicowości w ogóle, a polskiej lewicy w szczególności. Warto je rozumieć, by wiedzieć, co zrobią, gdy wreszcie lewicowcy zdobędą upragniony monopol medialny. Można bowiem wątpić, czy sukces wystarczy dla ukojenia ich wielkiego ego i modyfikacji wizji świata społecznego.
(Pseudopsychologiczną sraczkę intelektualną zamiast argumentów sponsorują dzisiaj prof. Krystyna Skarżyńska i Copypasta Wiki)
... bo święta jeszcze całkiem niedawno, a choinka wytrwale stoi, mimo że sypie kolkami na potęgę. Ciekawe, czy ktoś wcześniej zauważył, że Mikołaj daje łobuzom i łobuziarom rózgi, a grzecznym dzieciakom fajne prezenty i żadnej broni?!?. Dodać jedno do drugiego i wiadomo jak to się skończy! No chyba że ze świętością Mikołaja jest nie całkiem tak, jak się powszechnie uważa, to by tłumaczyło taką politykę.
... po czym z zapałem zabiera się do: kolorowania, pisania i innych ćwiczeń z książeczki, którą sam sobie znalazł. Domowe przedszkole?
Wiedząc, że Mikołaj zadba o dostawę klocków, samochodzików i słodyczy, zamówiliśmy dla synka książkę a właściwie księgę: baśnie braci Grimm. Wiedząc, że wydawcy mają czasem głupie pomysły zmieniania klasyki przewertowałem najpierw, ale uspokoiłem się widząc ilustrację z narzędziem kaźni zastosowanym wobec kilku wrednych bohaterów, którego opis do dzisiaj mnie przyprawia o gęsią skórkę, czyli: beczkę obitą do wewnątrz gwoździami, w której turlało się delikwenta aż nędznego ducha wyzionął (najczęściej sam odpowiednio podpuszczony sobie taką karę wyznaczał). Czyli wersja odpowiednia, bez uładzeń i przekręceń, w którzych pobrzmiewa chyba przekonanie, że na okrutnych baśniach wychowany został Hitler i jego drużyna, i stąd się wzięła skłonność do gazowania ludzi. Czytając "Czerwonego Kapturka" spotkałem jednak opór słuchacza w najmniej spodziewanym momencie: chodzi o zawartość koszyczka, czyli ciasto i wino. "Nie wino, syrop!" -- przypomniał sobie przedszkolną wersję synek. "Tu pisze, że wino". "Nie tato, syrop!" -- "Syrop to dla innej babci, bo ta lubiła wino" -- kluczem w tego typu dyskusjach jest zawsze tak się nie zgodzić, żeby wyglądało na zgodę. Dalej już gładko poszło wypchanie jednego wilka kamieniami po wyciągnięciu zeń Kapturka (ciężko mi się czytało, bo tłumacz mieszał rodzaj męski przy "Kapturku" a rodzaj żeński przy "dziewczynce", więc w locie musiałem zmieniać końcówki) i JEJ (nie *jego*, tłumoku!) babci, a potem utopienie drugiego wilka w korycie. Ale o turlaniu ludzi w beczkach to niech mądrala już sam sobie przeczyta, mnie nikt nie namówi!