|
-----BEGIN GEEK CODE BLOCK----- Version: 3.1 GCS/L/M/O d-(--) s+:->+: a34 C++ UL+++>++++$ P++>+++@ L+++(++++) E---- W++ N++(+++) o? K? w---@$ O? M-- V? PS---(+++) PE++ Y+ PGP+ t 5? X++ R>+ tv b++(+++) DI+ D++ G++>+++ e++ h--->---- r+++ y+++ ------END GEEK CODE BLOCK------ |
Cóż poradzić: wersja Customer Preview ósmego Windows nie tylko zadaje kłam twierdzeniu, że co druga wersja to krap; ale na dodatek: uruchamia się równie szybko (jeśli nie szybciej) niż Ubuntu na wcale nie najszybszym U100, a usypia i budzi się bez denerwujących bugów. Niech no tylko jeszcze wyjdą sterowniki do starszych wersji intelowskich chipsetów graficznych i W8 stanie się ciekawą propozycją... o ile tylko cena nie okaże się zbyt wysoka jak na bootstrap do Firefoxa :)
Jest sobie boost (1.33.1), bierzemy czas z posix_time:microsec_clock, a program ANI RAZU nie wywołuje gettimeofday czy jakiegokolwiek podobnej funkcji. No to skąd bierze czas?!? Dla niedowiarków mam strace'a.
Wchodzę razu pewnego do domku, a od progu wita mnie smutna mina i "bo jak napisałam notkę i chciałam wysłać, to akurat się połączenie zerwało". No cóż: po pierwsze BEZ PANIKI, po drugie: już niestety po wcześniejszym kombinowaniu z przechodzeniem wprzód i wstecz (gdyby po prostu poczekać na wstanie modemu i zrobić "reload" to by FF powtórzył wysyłanie i po krzyku...) No to co można jeszcze zrobić z wciąż żywym Firefoksem (czy też dowolną inną przeglądarką)? Ano, można:
Dwa kompy niedawno zaktualizowałem do Mavericka: jeden to MSI Wind U 100, drugi to desktop produkcja własna na platformie ION. Czyli oba z Atomami. I oba zaczęły się niepokojąco często wieszać... Teoria spisku: to nie może być przypadek. Szybki przegląd logów: skarży się na stary mikrokod procesora, poprawione, są aktualizacje jądra: się poprawi około północy, jak transfer nie będzie mi limitu zżerał... Co tu by jeszcze poszukać? Googlowanie niewiele daje "Maverick Atom hanging": i dostaje wszelkie problemy z dowolnym komputerem, gdzie procesor to akurat przypadkiem Atom... Ciężka sprawa, ale jeśli nie pomoże, to zostanie albo ucieczka do przodu (wczesna alfa pre-release nowego Ubunciaka, tym razem zaspany ocelot czy jak go tam nazwali) albo w skos (przeproszenie się z Gentoo lub całkiem nowa dystrybucja). Ewentualnie: dwa kroki w tył, Lynx w sumie miał wszystko co trzeba.
Ciągnąc dalej wątek antropomorfizacji komputerów można by sobie pofantazjować, że przez zalew wiadomości o problemach Japonii, moje kompy nabrały awersji do wszystkiego z atomem w nazwie
Żaden we mnie XXIst century digital boy... bo czasem mnie nachodzi rodzaj lęku pomieszanego z podziwem wobec nieskończonej ("świętej"?) cierpliwości maszyn cyfrowych. Użytkownik naciska pauzę... i moc teraflopsów się zatrzymuje posłusznie czekając na komendę wznowienia. I będzie tak czekać i czekać i czekać... póki starczy prądu, a jeśli się zahibernuje to póki go rdza nie zeżre. Co może trwać długo; wśród informatyków krążą legendy na ten temat. O wczesnych systemach typu mainframe, gdzie podczas przeglądu znaleziono program o niskim priorytecie, który czekał na przydział zasobów: dwa lata (źle zaprojektowany scheduler) -- od razu przed oczami staje "Tron" i bezwzględny Centralny Program Sterujący ciemiężący biedne programy... Albo o serwerze który tak dobrze i bezawaryjnie pracował, że dopiero po jakimś czasie się zorientowano, że został... zamurowany -- niczym golem zapomniany przez stwórcę, wciąż i wciąż wykonujący ostatni rozkaz. Sam się trochę czuję jak czarownik, który więzi dżiny w butelkach; tylko tli mi się iskra niepewności, bo z "Opowieści z tysiąca i jednej nocy" pamiętam co po tysiącletnim więzieniu taki dżin postanawiał zrobić z kimś, kto go uwolni...
Na Solarisie (SunOS client1 5.10 Generic_142909-17 sun4u sparc SUNW,Sun-Fire-480R) znalazłem prawdziwą, starą Mozillę (Mozilla/5.0 (X11; U; SunOS sun4u; PL; rv:1.7) Gecko/20090623) -- normalnie aż się wzruszyłem.
Czytam sobie nowości w Postgresie i przy co drugiej się zżymam: gdyby to było wtedy, kiedy rzeźbiłem bazy danych, to by mi oszczędziło godziny, dni, tygodnie roboty! A mój projekt zaliczeniowy (jeszcze w Postgresie 6) byłby się stał prawie trywialny... Bazodanowy raj na ziemi: MySQL stał się prawie sensowny, Postgres taki milutki, że można go przytulać... Aż chyba jutro się porozglądam, do czego by się w firmie jakaś małą baza danych przydała :)
Dochodzę do wniosku, że prawdopodobnie najlepszą firmą w Polsce jest ta, dla której pracuję już od półtora roku. Na tyle duża, żeby stosować sensowne metody zarządzania (scrum) i kontroli jakości (peer review), a na tyle mała, że obywa się bez piętrowej struktury kierownictwa i dilbertozy. Teraz jasno widzę: pracując w małym zespole lub samodzielnie, walcząc o dostarczenie kodu na czas bez oglądania się na jego jakość, żeby potem walczyć z piętrzącymi się bugami słowem: to czym zajmowałem się przez ostatnie lata studiów i kilka lat po -- to było żałosne partaczenie. Prawdziwe terminowanie w rzemiośle dumnie zwanym "inżynieria oprogramowania" to dopiero te niecałe dwa lata.
Oczywiście trafiwszy do tak zajefajnego miejsca zamierzam tutaj zostać, aż produkt nad którym pracujemy zawojuje USA a potem i Europę i będziemy ustawieni do końca życia. Gdyby się jednak tak złożyło, że bym się starał o robotę gdzie indziej, to (o ile kryzys by nie posunął się tak, żeby nie można było wybrzydzać) nie będę już chciał pracować nigdzie, gdzie nie ma: peer review do nieomal wszystkiego, automatycznych testów z mierzeniem pokrycia kodu, scrum albo innego agile'owego systemu organizacji pracy -- no chyba, że sam bym miał to wszystko niezwłocznie wdrażać.
Tak to się do dobrego człowiek szybko przyzwyczaja :)
Grozi popsutymi nerwami i kłótnią małżeńską... Trzeba wymyślić jakiś sandbox i metodę na bezpieczny update z rollbackiem :)
Kolejna prośba do zbiorowej mądrości Joggera - biedzę się właśnie nad zbudowaniem dystrybucji typu "live" przeznaczonej do instalacji na przenośnym dysku twardym: priorytetem jest samodzielne wykrywanie sieci i grafiki, a dalej to już z górki. Wszystkie gotowe live-dystrybucje jakie do tej pory wypróbowywałem, mają taką wadę że na twardzielu się instalują już jako nie-live, albo traktują inne nośniki tak samo jak DVD, czyli sadowią się niewygodnie na squashfs/unionfs, zamiast po prostu użyć normalnego filesystemu... Aha: dobrze by było całość zaszyfrować, ale to już mam przećwiczone. Może z tym tureckim kotkiem się uda?
(Co wymyślił system uprawnień w mysql-u)
Spętamy go za jajca jego
Będziem nim kręcić, aż się porzyga
Uch! Uch!
I już się nam nie wymiga!
No bez jaj... Szkoda, że nikt się na proces nie zdecyduje np. w przypadku, kiedy któraś tam wersja Windowsa albo jakiś service-pack powodował niekompatybilność z Sambą.
Nie tylko sprawdzanie pisowni, jest tego więcej... Spróbujcie np. uruchomić dwie sesje Gnome dla dwóch użytkowników, każdy na swojej konsoli X: może ruszy, ale zawsze będą jakieś ale... potem możemy wymienić i porównać doświadczenia :/ A jak już się uda, to odpalcie pod spodem amarok-a (oczywiście dla jednego i drugiego użytkownika) raz działa, raz nie działa... a jak raz go prześledziłem kiedy nie działał, to okazało się że zawieszał się na semaforze... drugiego amaroka (który od dawna już nie działał). Wniosek: system dla wielu użytkowników coraz bardziej się upodabnia do jakiegoś Windowsa czy innego Mac'a -- kto się zaloguje, ten rządzi, a inni mogą tylko czekać aż skończy się jego panowanie. Jeśli to będzie tendencja rosnąca, a nie przejściowe trudnośći etapu transformacji, to przyjdzie się okopać w jakimś linux-from-scratch, albo przesiąść na BSD: może tam jeszcze system jest naprawdę wieloużytkownikowy, a małe futrzaste stworki nie wyprowadziły się z Frolixa-8?
Czasem brak zamordyzmu w świecie Linuksa odbija się czkawką... Kiedy lata temu zapoznawałem się z tym systemem, bardzo mi się spodobała filozofia przejęta z UNIX-ów, tzn: każdy robi swoje jak najlepiej, a co do niego nie należy, robi ktoś inny. Tak program pocztowy (MUA) nie wysyła poczty (lecz odpala sendmaila), nie filtruje przychodzącej poczty (od tego jest procmail), nie edytuje emaili (robi to edytor: vi, joe, emacs, co kto lubi), a edytor nie sprawdza pisowni: odpala do tego np. ispell. I jak w starym dowcipie: komu to przeszkadzało? Teraz pod gentoo mam zainstalowe: ispell, aspell, myspell... a Firefox i tak potrzebuje swojego własnego słownika, OpenOffice pewnie też będzie chciał własny... dobrze, że dyski teraz są pojemne i zmieszczą nawet i tuzin list polskich słówek.
Pierwszy wpis spod Gentoo: najbardziej podoba mi się wygląd pstree tuż po uruchomieniu :same niezbędne rzeczy! Konfiguracja sieci bezprzewodowej też mnie lekko zdziwiła, bo nie wiedziałem, że wpa_supplicant potrafi sam się zająć przypisaniem do acces-pointa. Teraz się będę zajmował głównie dostosowywaniem systemu do wymagań Ukochanej, dla której ma być "wszystko po staremu"...
Nie, to nie liczba atomów w znanym Wszechświecie - na tyle Postgres oszacował liczbę wierszy wyniku zapytania nieopatrznie wyklikanego w Accesie -- wykonywało się od 28 stycznia do dzisiaj i pewnie by się wykonywało długo jeszcze, gdybym nie przerwał :) Autor zapytania był wielce zdziwiony, że Postgres nie przerwał skoro po Accesie który go wywołał nawet śladu nie zostało. EXPLAIN zachowałem sobie na pamiątkę.
Jak wie każdy kto instalował Gentoo, do zainstalowania Gentoo potrzebne jest... Gentoo. Tak przynajmniej twierdzi handbook, który na początek każe pobrać LiveCD, uruchomić Gentoo i jazda. Między wierszami jednak przeczytałem, że po skonfigurowaniu sieci, zamontowaniu partycji, rozpakowaniu stage3 rola systemu z CD kończy się po zrobieniu chroot. To po co komplikować sobie życie, jak już się ma działającego Auroksa? Tak więc w tej chwili emerge przetrawia siedemdziesiątą entą paczkę worlda a ja sobie spokojnie robię swoje :) A co najważniejsze, Ukochana nie została pozbawiona na cały dzień Naszej Klasy i Jabbera.
"Zwracamy się z uprzejmą prośbą, aby dozorcy używali starszej wersji bata" :)
Dotknąłem dzisiaj się do Windows Vista: czuję się... zbrukany ;) Ale nic to, jak mawiał pan Wojodyjowski. Zarazę przyniosła nowa firma, która się wprowadza do opuszczonych przez nas pomieszczeń: podłączali się do naszego łącza no i oczywiście tylko na Viście "coś nie działało". Wykluczywszy wszelkie wątpliwości, zaczęliśmy sprawdzać kabelki na hubie: mrugały sobie wesoło... Zanim zdążyliśmy się zastanowić co dalej, zaczęło się pingować: ot tak sobie...Brrr!
Wkurzenie pływającymi flashami w końcu osiągnęło granice mojej cierpliwości, chociaż jestem przecież spokojny i wytrzymały. Portale nagle zaczęły wyglądać normalnie, a ja się zastanawiam, czy nie dałoby się wymyśleć takiego rozwiązania na blokowanie niektórych ludzi? UpierdliwiecBlock, MenelRemover... ech, pomarzyć można...
Każdy walczy na swój sposób: WO składając oświadczenie lustracyjne a ja: pisząc zera i jedynki. O ile znam WO, dla niego banda nerdów radośnie wymieniająca się kodem umożliwiającym odtwarzanie HD-DVD na krappixach jest po prostu żałosna... No cóż: co najmniej tak bardzo jak wykształciuchy piszące bzdury na oświadczeniach :)
Uruchomienie Liveboxa pod Auroxem wymagało upgradu jądra, ale dalej poszło :) Co prawda jak po grudzie i tymczasowo wyłączone są zabezpieczenia LB, ale jak już wiem że działa, to będę mógł dociskać śrubkę :) Niestety: ma tendecję do działania w trybie kierunkowskazu (działa/nie działa/działa/nie działa)...
Od czasów kiedy kompilowałem nową wersję jądra jak tylko się ukazała i śledziłem na bieżąco wszystkie linkusowe wieści upłynęło trochę czasu... i cały czas łapię się na tym, że od tego czasu Linux wystartował tak szybko, że już nie nadążam. Wczoraj po raz pierwszy podłączałem do niego skaner: wchodzę więc na stronę SANE i przeglądam oferty wybierając te, które mają wsparcie co najmniej "Good" lub "Complete". Przywożę w końcu zakup, podłączam do prądu, wpycham wtykę USB... i nic. Za to odpalam program ORC: jest skaner, odpalam GIMP-a: jest xsane, a w xsanie: skaner! Jakieś sterowniki, konfigurowanie, "system wykrył nowe urządzenie i upierdliwie Cie powiadamia, że teraz je skonfiguruje"? Na ch... to komu, skoro działa :) Ciekawe, czy w ulubionych Makówkach WO ("Kenrelowanie kompili, nya nya, har, har") może być jeszcze prościej?
Microsoft nawiązuje współpracę z Novellem w sprawie rozwoju dystrybucji Linuksa SUSE. Jak zbiorę szczękę z podłogi spróbuję się zorientować, co to naprawdę oznacza. Zwłaszcza kwestia patentów na technologie Microsoftu budzi wątpliwość... Czyżby Novell podpisał cyrograf za to, że Zły Bill wydusi mu linuksową konkurencję? Dyskusja na 7thguard poszła tym tropem.
Czyli Fedora z ludzką twarzą: instaluje się sprawnie, działa szybko i najważniejsze dla mnie: w końcu działa konsola tekstowa i można grać w ADOMa bez emulatora terminala! Yes, yes, yes :)
Aż mi go trochę żal, zresztą sami posłuchajcie - tylko najpierw poszukajcie paczki chusteczek.
... tyle, ze ja jeszcze przed uzyciem Debiana bylem taki jak ci po prawej ;).
GCC i Fedora. Wkrótce zobaczymy, czy to czwórki na piątkę, czy na tróję z minusem :)
Z groups.google.com:
Sep 1983 Stallman's announcement of GNU
Nov 1983 First mention of Microsoft Windows
Oct 1991 Linus Torvalds' Linux announcement
A są tacy, co teraz wygłaszają, że GNU/Linux powstał jako "konkurencja dla Windows", phi!
... wciąż leczy kaca po sylwestrze? :-/